Idzie dw≤ch zalanych go£ci przez most. Jeden potΩ┐ny si│acz a drugi taki chuderlak. Ten chudy m≤wi:
- Ja to podnios│em 200 kilo...
A ten gruby:
- A ja 300 ...
Chudy:
- To ja 500!
Nagle ni st╣d ni zow╣d pojawia siΩ przed nimi dw≤ch gliniarzy. I m≤wi╣:
- Dowody!
Na to gruby plum i skacze do rzeki... Po chwili s│ychaµ z do│u wo│anie:
- Tooooneeeee!...
Na to chudy, kt≤ry zosta│ na mo£cie:
- A ja dwie tony....

Nauczyciel historii wpada zdenerwowany do pokoju nauczycielskiego i m≤wi do dyrektora:
- Ech, ta 7B! nie wytrzymam z tymi baranami! Pytam ich kto wzi╣│ BastyliΩ, a oni krzycz╣, ┐e to nie oni!
- Niech siΩ pan tak nie denerwuje, uspokaja dyrektor, mo┐e to rzeczywi£cie kto£ z innej klasy.

- Chcia│bym prosiµ o rΩkΩ pana c≤rki.
- A z ┐on╣ ju┐ pan rozmawia│?
- Tak, jest niez│a, ale wolΩ c≤rkΩ

Klient po zjedzeniu dania, kt≤re bardzo mu smakowa│o pyta siΩ kelnera:
- Dlaczego tΩ smakowit╣ potrawΩ nazwali£cie "piecze± a'la Abdul" ?
- Bo pies wabi│ siΩ Abdul.

- Dlaczego oskar┐ony jest takim niewdziΩcznikiem? Ta dobra kobieta da│a oskar┐onemu bu│kΩ a oskar┐ony wybi│ jej szybΩ w oknie kamieniem.
- To nie by│ kamie±, proszΩ wysokiego s╣du, to by│a w│a£nie ta bu│ka.

W wiejskiej chacie rozespany ch│op m≤wi do ┐ony:
- Mary£ka, albo ┐e£ siΩ odkry│a, albo ┐e£ obory nie domknΩ│a...

Dw≤ch wariat≤w bawi siΩ w sklep:
- PoproszΩ litr chleba.
- Co ty wygadujesz? M≤wi siΩ kilogram chleba. Chodƒ zamienimy siΩ miejscami.
- PoproszΩ kilogram chleba.
- A dzbanek pan ma?

S│owniczek: "huh" - chuchniΩcie ..
Wchodzi facio do sklepu perfumeryjnego:
- Jest "huh" taka woda kolo±ska ?
- Nie, jest tylko "huh" taka..

Na szczycie wie┐owca stoi facet i chce pope│niµ samob≤jstwo. Na dole zebra│ siΩ ju┐ spory t│umek ludzi. Jaka£ babinka co chwilΩ nerwowo spogl╣da na zegarek i m≤wi:
- Jak ten facet nie skoczy za 5 minut to siΩ sp≤ƒniΩ na autobus!

Dw≤ch wariat≤w k╣pa│o siΩ w rzece, i wy│owi│o trupa. A trup by│ ju┐ nieƒle podzielenia│y. Mimo to wariaci pomy£leli, ┐e trzeba cz│owieka ratowaµ, i tak zrobili. Pierwszy robi reanimacje. Wbi│ mu s│omkΩ w dupΩ i dmucha. TrochΩ siΩ zmΩczy│, powiedzia│ do drugiego:
- Teraz ty.
A tamten wyj╣│ s│omkΩ, w│o┐y│ drug╣ stron╣ i powiedzia│:
- BrzydzΩ siΩ tob╣.

Herszel wΩdruj╣c go£ci±cem napotka│ wspania│╣ karetΩ z okna kt≤rej wyziera│a spasiona twarz magnata. Wielmo┐a dostrzeg│ go, kaza│ zatrzymaµ pojazd i hukn╣│:
- Ej parchu! Sk╣d ty jeste£?
- Z Ostropola - odpowiada Herszel nie zdejmuj╣c czapki.
Magnat wskazuje lask╣ na g│owΩ sowizdrza│a i wo│a groƒnie:
- Czapka! Czapka!
- Czapka te┐ z Ostropola...

Dwaj tury£ci mijaj╣ siΩ na w╣skiej perci nad brzegiem przepa£ci. Jeden przyciska siΩ do £ciany, a drugi pr≤buje go obej£µ. Ale... chwila nieuwagi i ten od zewnΩtrznej strony spada w d≤│!
- Oh! Przepraszam! - wo│a ten co zosta│.
A z przepa£ci:
- Nic nieee szkooodziiii!!!

Konkurent prosi ojca o rΩkΩ c≤rki.
- A czy jest pan w stanie utrzymaµ ┐onΩ i dzieci? - pyta ojciec.
- To ona ma ju┐ dzieci?!

Go£µ do kelnera:
- PoproszΩ befsztyk.
- Nie ma.
- PoproszΩ kotlet schabowy.
- Nie ma.
- To mo┐e jajecznicΩ.
- Nie ma.
- W takim razie poproszΩ m≤j p│aszcz!
Kelner spogl╣da na wieszak i m≤wi:
- Przykro mi, ale ju┐ te┐ nie ma.

Spotyka siΩ dw≤ch kumpli:
- Ty, wiesz, wczoraj na targu od ruskich kupi│em mapΩ Europy.
- No i co?
- No i se qrwa wyobraƒ, ┐e nas tam nie ma!

Dw≤ch wariat≤w uciek│o w nocy z wariatkowa i dochodz╣ do rzeki bez mostu...
- Co tu zrobiµ? - m≤wi jeden.
- Wiem! Ja zapalΩ latarkΩ tak ┐eby £wiat│o by│o nad wod╣. Wtedy ty przejdziesz po £wietle na drug╣ stronΩ...
- Eeeeeeee tam, ale ty jeste£ pier*.*niety!... Ty zgasisz latarkΩ a ja spadnΩ!

Przychodzi peda│ do sklepu i m≤wi:
- PoproszΩ salami!
- W plasterkach?
- A czy ja wygl╣dam jak skarbonka?

Id╣ dwa owsiki po ziemi - tata i synek.
Synek: Tato, a co to jest to zielone?
Tata: To jest, synku, trawa.
S: Oooo, jaka piΩkna. A co to jest to ciemno zielone tam daleko?
T: To jest las.
S: Jaki piΩkny! A co to jest to niebieskie nad nami z tym czym£ bia│ym?
T: To niebo i chmurki.
S: Ale przepiΩkne! A to okr╣g│e i jasne na tym niebie?
T: To s│o±ce synku.
S: Ojej, ale cudowne. Tato, powiedz mi, skoro tu jest tak piΩknie i pachn╣co, dlaczego my ┐yjemy w takim paskudnym miejscu?
T: Bo to nasza ojczyzna, synku.

Rozmawia dziennikarz ze znanym rabusiem:
- Jakie jest pana najwiΩksze marzenie?
- Obrobiµ bank i zostawiµ odciski palc≤w te£ciowej...

Rozmawia dw≤ch cwaniaczk≤w z Targ≤wka, pochylonych smΩtnie nad niedopitym kufelkiem piwa:
- Wiesz stary, ┐e twoja dziewczyna jest tak samo dobra w │≤┐ku jak moja?
- Wiadomo, dobra, stara szko│a. Obie tego samego nauczy│em r≤wnocze£nie.

W barze zgadali siΩ facet z facetk╣ wiek 35 lat. Po 5 minutach wyszli. NastΩpnego dnia relacjonuj╣ zdarzenie:
Facet do kolegi:
- Wiesz, nie spodziewa│em siΩ ┐e kobieta w tym wieku mo┐e byµ dziewic╣!
Facetka do kole┐anki:
- Wiesz co? Wczoraj spotka│am tak napalonego faceta, ┐e biedak nie zauwa┐y│, ┐e nie zdjΩ│am po±czoch...

Spotyka siΩ dw≤ch facet≤w, jeden m≤wi:
- Kurcze, powiedz mi co mam zrobiµ, mam problem z te£ciow╣, wchrzania siΩ do ka┐dej dyskusji, k│≤cimy siΩ, nie mogΩ doj£µ z ni╣ do │adu.
- Spoko, kup jej samoch≤d, teraz jest du┐o samochod≤w, wypadki, zabije siΩ gdzie£.
- o.k.
Spotykaj╣ siΩ po dw≤ch tygodniach:
- Chryste, ale£ mi doradzi│.
- Co siΩ sta│o?
- Pos│uchaj, nie do£µ, ┐e straci│em kasΩ na samoch≤d, ona ┐yje i prowadzi jak szatan to jeszcze ma 3 kierowc≤w na sumieniu.
- A jaki jej samoch≤d kupi│e£?
- No, syrenkΩ.
- Bo£ g│upi, trzeba by│o jaguara, to by ju┐ nie ┐y│a.
- o.k. teraz kupiΩ jaguara.
Spotykaj╣ siΩ po dw≤ch tygodniach:
- Rany julek, jaki jestem szczΩ£liwy!
- Co, nie ┐yje? A nie m≤wi│em?
- Uffff, wreszcie nie ┐yje, a najbardziej mi siΩ podoba│o, jak jej g│owΩ odgryza│.

Wiecie, ┐e s╣ cztery rodzaje szef≤w : peda│, nie peda│, super peda│ i peda│-czarodziej.
Szef peda│ m≤wi:
- Ja pana zaraz wypieprzΩ.
Szef nie peda│ m≤wi:
- Nie bΩdΩ siΩ z panem pieprzy│.
Szef super peda│ m≤wi:
- Ja was wszystkich wypieprzΩ.
Szef peda│-czarodziej m≤wi:
- Jak ja was wypieprzΩ to nawet nie bΩdziecie wiedzieli kiedy.

- Panie doktorze, proszΩ mi powiedzieµ, ile bΩdΩ ┐y│?
- Ile ma pan lat?
- Trzydzie£ci piΩµ.
- Pije pan?
- Nie.
- Pali pan?
- Nie.
- A kobitki pan u┐ywa?
- Nie.
- Panie, to po diab│a chcesz pan jeszcze d│u┐ej ┐yµ?!

Dziennikarz do laureata wielkiej wygranej na loterii:
- Co pan zrobi z t╣ fortun╣?
- CzΩ£µ przeznaczΩ na jedzenie, picie i szale±stwa z │adnymi dziewczynami w luksusowych hotelach.
- A co z reszt╣ pieniΩdzy?
- ResztΩ roztrwoniΩ!

Idzie dw≤ch │epk≤w przez pustyniΩ, no i jak to na pustyni chce im siΩ piµ. Docieraj╣ do budki.
- Ma pan co£ do picia? WodΩ?...
- Nie, nie mam.
- A co pan ma?
- Paliwo rakietowe...
- No dobra, niech bΩdzie...
I strzelili sobie po lufie paliwa rakietowego.
Powt≤rzy│o siΩ to jeszcze parΩ razy, zanim dotarli do ko±ca pustyni. W ko±cu jednak pustynia siΩ sko±czy│a i ka┐dy pojecha│ do swojego domu. Jaki£ czas p≤ƒniej jeden dzwoni do drugiego:
- Cze£µ stary! Sra│e£ juz?
- Cze£µ. Jeszcze nie, a co?
- To jak bΩdziesz sra│, to trzymaj siΩ mocno kibla, bo ja dzwoniΩ z Marsa!

Fryzjer gol╣c klienta zaci╣│ go po raz kolejny. Wreszcie facet nie wytrzymuje:
- Panie, je£li jeste£ cz│owiekiem honoru to daj pan brzytwΩ, bΩdΩ siΩ broni│...

Ksi╣dz i siostra zakonna wracaj╣ z konwencji kiedy nagle samoch≤d im nawala. Poniewa┐ awaria jest powa┐na, zdani oni s╣ na nocowanie w przydro┐nym hotelu. Jedyny hotel w okolicy ma wolny tylko jeden pok≤j, wiΩc powstaje ma│y problem.
KSIÑDZ: Siostro, wydaje mi siΩ ┐e w obecnym przypadku Pan nie bΩdzie mia│ nam za z│e je£li spΩdzimy noc w tym samym pokoju. Ja prze£piΩ siΩ na pod│odze, siostra weƒmie │≤┐ko...
SIOSTRA: my£lΩ ┐e to bΩdzie w porz╣dku...
WiΩc jak ustalili tak i zrobili. Po 10 minutach....
SIOSTRA: Ojcze jest mi strasznie zimno....
KSIÑDZ: Dobrze, podam Siostrze koc z szafy...
10 minut p≤ƒniej...
SIOSTRA: Ojcze, nadal mi strasznie zimno....
KSIÑDZ: No dobrze, podam Siostrze nastΩpny koc...
po kolejnych 10 minutach...
SIOSTRA: Ojcze, nadal mi strasznie zimno. Nie s╣dzΩ aby w tym wypadku Pan mia│ nam za z│e aby£my zachowali siΩ jak m╣┐ i ┐ona w t╣ jedyn╣ noc...
KSIÑDZ: masz racje..... wstawaj i sama weƒ sobie ten cholerny koc.

Siedzi Szkot i p│acze. Przechodzi obok jego s╣siad i pyta siΩ:
- Czemu p│aczesz?
- A bo mi siΩ z╣b w grzebieniu z│ama│?
- I to taki wielki pow≤d do p│aczu?
- To ju┐ by│ ostatni...

Dwaj koledzy po pracy wybrali siΩ do knajpy na w≤dkΩ. P≤ƒno w nocy wracaj╣ do domu przez park. StanΩli pod drzewem aby siΩ odlaµ. Jeden z nich patrzy ze zdumieniem, ┐e ten drugi £ci╣gn╣│ spodnie, podni≤s│ jedna nogΩ do g≤ry i sika jak pies.
- W│adek, czy ty oszala│e£?!
- Wcale nie, po prostu on mnie ostatnio zawi≤d│ gdy by│em w │≤┐ku z kapitaln╣ babk╣ i od tego czasu nie podajΩ mu rΩki...

Do pracy przy hodowli zwierz╣t zg│asza siΩ pewien facet. Dyrektor hodowli pyta go co potrafi.
- Mo┐e zainteresuje pana fakt - odpowiada interesant - ┐e rozumiem mowΩ zwierz╣t.
- Taa? - pyta zdziwiony dyrektor - to chodƒmy do kr≤wek, zobaczymy co pan potrafi.
Wchodz╣ do kr≤wek a tu krasula "Muuuu!"
- Co ona powiedzia│a?
- Ze daje 10 litr≤w mleka a wy wpisujecie tylko 4.
- O kurde! Ale chodƒmy do £winek.
Wchodz╣ do £winek a tu "Chro±, chro±!"
- A ta co powiedzia│a?
- »e daje 5 prosi╣t a wy wpisujecie 3.
- O ja pier.... Chodƒmy jeszcze do baran≤w.
W drodze przez podw≤rko mijaj╣ kozΩ a ta "Meeeee!"
- Pan jej nie s│ucha - szybko m≤wi dyrektor - to by│o dawno i by│em wtedy pijany...

Jest rok 1943. NiezwyciΩ┐ona armia niemiecka prowadzi pacyfikacjΩ rosyjskich wsi. Z czasem zaczΩ│o to ich nudziµ, wiΩc wpadli na pomys│ aby urozmaiciµ sobie zadanie. Weszli do kolejnej wsi, kazali wszystkim stan╣µ w jednym miejscu i rzekli:
- Ch│opy - my was wszystkich zaraz zabijemy, ale jest szansa aby siΩ uratowaµ. Je┐eli baba rozpozna swojego ch│opa po przyrodzeniu, to my puszczamy tΩ parΩ wolno.
Ch│opy po namy£le zgodzili siΩ. Niemcy kazali siΩ im rozebraµ do naga i za│o┐yµ na g│owΩ worki po ziemniakach.
Idzie pierwsza BABA:
- Nie moj, nie moj, nie moj, nie moj, moj! - i trafi│a.
Idzie druga :
- Nie moj, nie moj, nie moj, moj! - i tez trafi│a.
Niemcy drapi╣ siΩ po g│owie, zastanawiaj╣, co jest? - ale nic. Idzie trzecia:
- Nie moj, nie moj, moj! - i znowu jest!
W tej sytuacji dow≤dca Niemc≤w zagadn╣│ do swoich ┐o│nierzy:
- Co£ tu jest jaki£ szwindel, wr≤g nas przechytrzy│, ale my nie jeste£my g│upi, wiΩc ty Hans rozbieraj siΩ, wk│adaj w≤r na g│owΩ i stawaj miΩdzy ch│opy - pokrzy┐ujemy im plany.
Hans rozebra│ siΩ, za│o┐y│ w≤r i puszczaj╣ kolejn╣ babΩ:
- Nie moj, nie moj, nie moj, nie z naszej dierjewni, nie moj, moj !

Lekarz w szpitalu psychiatrycznym bada trzech swoich pacjent≤w.
- Ile jest dwa razy dwa? - pyta pierwszego.
- PiΩµ tysiΩcy - pada odpowiedƒ.
- Ile jest dwa razy dwa? - pyta drugiego.
- Pi╣tek - odpowiada chory.
- Ile jest dwa razy dwa? - pyta zupe│nie zrezygnowany trzeciego pacjenta.
- Cztery.
- îwietnie! - wykrzykuje uradowany lekarz. - ProszΩ powiedzieµ, w jaki spos≤b uzyska│ pan ten wynik?
- To proste - odpowiada chory. - Podzieli│em piΩµ tysiΩcy przez pi╣tek.

Do sklepu wbiega kobieta i ju┐ od progu krzyczy:
- ProszΩ pu│apkΩ na myszy, tylko szybko, bo chce z│apaµ autobus !
- ProszΩ pani, tak wielkich pu│apek to my nie mamy...

Dawno, dawno temu gdzie£ strasznie daleko by│o sobie kr≤lestwo, w kt≤rym kr≤lowa│ kr≤l erotoman. A ┐e w jego okolicy zabrak│o mu ju┐ podniet, wys│a│ swojego rycerza w £wiat, aby mia│ przygody i po powrocie mia│ co opowiadaµ. Gdy rycerz po kilku latach wr≤ci│, kr≤l wezwa│ go do siebie i kaza│ opowiadaµ. No i rycerz m≤wi│:
- Za g≤rami, za lasami,...... spotka│em strasznego trzyg│owego smoka, kt≤ry wiΩzi│ piΩkn╣ blond dziewicΩ ksiΩ┐niczkΩ. Walczy│em z nim trzy tygodnie i w ko±cu zwyciΩ┐y│em.
- No i co??? i co zrobi│e£ z ta ksiΩ┐niczk╣??? (dopytywa│ siΩ kr≤l)
- Eeeee.... zignorowa│em j╣ i poszed│em dalej.
- Uuuuu... (niezadowolony kr≤l) i co by│o p≤ƒniej???
- Za kolejnymi g≤rami, lasami, jeziorami i ..... spotka│em straszliwego piΩciog│owego smoka, kt≤ry wiΩzi│ piΩkn╣ blond dziewicΩ ksiΩ┐niczkΩ. Walczy│em z nim dwa miesi╣ce i zwyciΩ┐y│em.
- No i co??? i co zrobi│e£ z t╣ ksie┐niczk╣???
- Eeeee.... zignorowa│em j╣ i poszed│em.
- Uuuuuu... no i co dalej ? (kr≤l jest ju┐ zniechΩcony)
- Za 10 jeziorami, 5 oceanami, 6 g≤rami ,.... spotka│em straszliwego dziesiΩciog│owego smoka, kt≤ry wiΩzi│ piΩkn╣ blond dziewicΩ ksiΩ┐niczkΩ. Walczy│em z nim p≤│ roku a┐ zwyciΩ┐y│em.
- No i co z t╣ ksiΩ┐niczk╣?? Tez j╣ zignorowa│e£???
- Taaaa... ze trzy razy.

M≤wi stary Szkot do synka:
- Skocz no Ken do s╣siada i po┐ycz od niego siekierki...
Malec polecia│. Za kilka minut przylatuje i krzyczy:
- S╣siad nie chce po┐yczyµ!!!
- A to kawa│ £wini! Leµ synu£ do szopy i przynie£ nasz╣!

Na pustyni misjonarz spotyka lwa. Przera┐ony ┐egna siΩ i m≤wi:
- Bo┐e spraw, ┐eby ta istota mia│a chrze£cija±skie uczucia.
Na to lew przyklΩka, ┐egna siΩ i m≤wi:
- Bo┐e pob│ogos│aw ten dar, kt≤ry zaraz bΩdΩ spo┐ywa│.

Przychodzi facet do apteki:
- PoproszΩ 500 metr≤w plastra.
- Hmm. S╣dzΩ ┐e wystarczy 100 metr≤w ... ja te┐ mam trabanta

Pewnemu facetowi podczas delegacji w mie£cie úodzi (a by│o to przed wojn╣) zepsu│ siΩ zegarek. Zacz╣│ szukaµ zegarmistrza. Chodzi, chodzi, patrzy a tu na jednej z wystaw stoi zegar. Wchodzi do £rodka i m≤wi, ┐e chcia│by naprawiµ zegarek. A na to facet, kt≤ry by│ w £rodku:
- Panie, przecie┐ tu nie jest zegarmistrz!
- No to co tu jest?
- Burdel!
- To dlaczego na wystawie stoi zegar?
- A co mia│em wystawiµ?